Hej!
Jest już czerwiec. Kalendarzowe lato coraz bliżej. Zaraz zacznie się sezon koncertowy. Już nie mogę się doczekać!
Ostatnio obejrzałam pewien film i chciałabym napisać o nim kilka słów. Jego oryginalny tytuł to
The best of me, czyli
Dla ciebie wszystko. Powstał on na podstawie książki Nicholasa Sparks'a, oczywiście o tym samym tytule. Jego premiera odbyła się 7 października 2014 roku na świecie, natomiast w Polsce - 17 października. Jest to amerykanki melodramat, powstały w reżyserii Michaela Hoffmana.
Opis filmu:
Dawson Cole (James Marsden) to chłopak wychowywany w rodzinie uważanej w
miasteczku za najbardziej niebezpieczną. Jego rodzina skłonna jest do
przemocy, ma problemy z alkoholem i jest zamieszana w sprawy związane z
narkotykami. Amanda Collier (Michelle Monaghan) z kolei wychowywana jest
w tradycyjnych wartościach, które sprawiły, że chce zostać
nauczycielką. Różnice pochodzenia oraz nieprzychylni ludzie sprawiają,
że tych dwoje nie może być razem, choć oboje bardzo tego
pragną. Dawson, który w młodości zabił człowieka, nie może się z tym
pogodzić i pokutuje, żyjąc samotnie i pracując na platformach
wiertniczych. Amanda wychodzi za mąż, ma trójkę dzieci, ale mimo to nie
może zaznać szczęścia. Po latach dawni kochankowie spotykają się w
rodzinnym miasteczku z okazji pogrzebu starego przyjaciela. Uczucia,
którymi kiedyś się darzyli
powracają, ale przeszłość i konflikty również
powracają ze zdwojoną siłą.
Moja opinia:
Zacznę do tego, że film bardzo przypadł mi do gustu. Miłość bohaterów pokazana jest na zasadzie powrotu do przeszłości o 21 lat. Oboje byli w sobie zakochani, mimo, że ich pochodzenie znacznie się różniło. Dawson był traktowany nieludzko przez własnego ojca. W końcu odważył mu się postawić, uciekł z domu i zamieszkał w garażu Tuck'a. Później starszy pan zaproponował mu zamieszkanie w jego posiadłości. Cole miał naprawdę silny charakter. Kochał Amandę, jednak gdy trafił do więzienia, nie chciał żeby ukochana marnowała swoje życie, czekając na niego, więc się z nią rozstał. Oboje nigdy nie przestali kochać siebie nawzajem. Gdy 21 lat później spotkali się ponownie, nie mogli o sobie zapomnieć, chociaż Collier żyła w małżeństwie z innym mężczyzną. Czuli, że muszą być razem. Zakończenie filmu ogromnie mnie wzruszyło, jednak nie zdradzę go, gdyż chcę Was zachęcić do jego obejrzenia (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście). Podpowiem tylko tyle, że śmierć jednej osoby uratowała życie komuś innemu.

Podsumowując - uważam że warto poświecić 1h 57 min. na obejrzenie Dla ciebie wszystko. Ten film pokazuje, jak silne może być prawdziwe uczucie, które nadaje sens życiu.
Czasem jest nam ciężko, czasem mamy pod górkę, ale pamiętajcie, żeby nigdy się nie poddawać. W końcu po nocy przyjdzie dzień! Nie jesteśmy pionkami w czyjeś grze. Życie jest tylko jedno, więc walczmy o to, by żyć je po swojemu.
P.S. W weekend wyjeżdżam do Gdańska na wesele mojej kuzynki, przez co moja frekwencja na Waszych blogach będzie trochę niższa. Dlatego też mam prośbę - zostawiajcie linki do blogów w komentarzach. Po powrocie z pewnością na nie zajrzę.
Widzieliście ten film? Jeśli tak, zachęcam do podzielenia się swoją opinią o nim.
Have a nice day!
By Ania